O autorze
Grzegorz Napieralski (ur. 18 marca 1974 w Szczecinie) – polski polityk, od 2004 poseł na Sejm IV, V, VI i VII kadencji, od 2008 do 2011 przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Marnowany potencjał

Wracając ostatnio późnym wieczorem do domu (wszak w polityce dzieje się sporo, a w środowisku, z którym jestem od zawsze związany jeszcze więcej) spotkałem kobietę, która z koszy na śmieci wyciągała aluminiowe puszki i butelki. To oczywiście przykre, że w Polsce (nieważne czy w Szczecinie, Warszawie, Gdańsku czy Rzeszowie bo podobne sceny można obserwować wszędzie) ludzie szukają na śmietnikach rzeczy, które mogą zamienić na kilka, kilkanaście złotych. Niezależnie od konkretnych przypadków i zawiłych meandrów życia tych ludzi opiekuńcze państwo przestrzegające europejskich standardów nie powinno do tego dopuszczać. Jednak nie o pomocy społecznej i biedzie ma być ten wpis, a o innowacyjności…

Otóż najwięcej puszek i butelek można znaleźć w koszach na śmieci późnym wieczorem i nad ranem. Z samego rana część koszy jest opróżniana przez służby sprzątające, a pozostałe przez kolejnych zbieraczy aluminium i szkła. Żeby odnieść sukces (zebrać jak najwięcej) trzeba być szybkim (jak najwcześniej obejść jak najwięcej koszy na śmieci) i umieć rozpychać się łokciami (przegonić konkurentów z terenu). Zupełnie inną strategię stosowała spotkana przeze mnie kobieta. Zamiast ścigać się rano z innymi (niewielkie szanse na sukces) lub próbować ich przepędzić (jeszcze gorsza strategia) przeszukiwała kosze na śmieci w nocy – korzystając z latarki (czołówki).

To jest klasyczny przykład innowacji procesowej – takiej istotnej zmiany procesu, która prowadzi do wzrostu efektywności. Choć innowacje procesowe najczęściej nie są bardzo widowiskowe i z reguły nie da się ich opatentować to przy rosnącej roli usług w gospodarce stają się głównym źródłem przewag konkurencyjnych przedsiębiorstw i państw – a co za tym idzie także źródłem bogactwa.

Polacy codziennie dokonują innowacji procesowych, ale robią to nie po to aby zarobić miliony złotych tylko aby poradzić sobie z otaczającym ich systemem i problemami. Jak pogodzić opiekę nad niedomagającymi rodzicami z obowiązkowymi nadgodzinami w pracy i koniecznością odwiezienia dziecka do przedszkola na drugi koniec miasta (bo tylko tam było miejsce), jak wykazać się przed bankiem zdolnością kredytową, albo jak naprawić samochód przy pomocy kolegi, starej opony i dwóch spinaczy. Ta nasza zdolność do „załatwiania”, „kombinowania”, improwizacji i „radzenia sobie” marnuje się na rozwiązywanie codziennych problemów. Nie starcza jej już niestety na tworzenie innowacyjnej gospodarki. Zdejmijmy ludziom z głowy takie problemy a zobaczymy jak ogromny potencjał tkwi w Polakach.
Trwa ładowanie komentarzy...